Games-Area.org - Świat Gier W Zasięgu Wzroku!

You are here: Home » Z Trzeciej Perspektywy » Arlew
niedziela, 20 Maj 2012
Arlew

Arlew

Strona WWW: E-mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Made Man: Prawa Ręka Mafii

poniedziałek, 30 kwietnia 2012 09:44 Opublikowano w Recenzje

Z pewnością wielu z Was zastanawiało się pewnie nie raz, jak to jest być członkiem mafii, która trzęsie całym miastem. Niekiedy próbowaliście przybliżyć sobie pogląd na tą sprawę oglądając filmy lub grając w gry o podobnej tematyce. Studio Silverback Entertainment wydając Made Man: Prawa Ręka Mafii wyszło z założenia, że kolejna gra ukazująca mafijne porachunki nie zaszkodzi i spotka się z ciepłym przyjęciem graczy. Czy twórcy słusznie zakładali ?

 

 

Na początku należałoby wspomnieć, że autorzy kreowali fabułę przy pomocy Bill’ego Bonano – głowy rodziny mafijnej oraz Davida Fischer’a – pisarza, który znany jest m.in z książki pt: „Magik wojenny”. Niemałe wrażenie wywiera ten pierwszy pan, bowiem świadomość, że za fabułę odpowiedzialny jest taki człowiek przyciąga spore zainteresowanie.

W zasadzie fabuła to jedna z mocnych stron tej produkcji. Osadzona jest w latach sześćdziesiątych i jest przedstawiona w formie retrospekcji, gdzie główny bohater, Joey Veroli przemierza Nowy Jork samochodem wraz ze swoim kuzynem. Nasz chojrak przywołuje wydarzenia rozgrywające się na przestrzeni 30 lat, więc zajrzymy do takich miejsc jak Wietnam i niekiedy przeżywać będziemy sytuacje, które odbywać się będą w teraźniejszości. W Wietnamie Joey zobowiązał się do pewnego zadania jakie zlecił mu Johnny Bindo. Ten w ramach podziękowania zapewnił mu posadę u wysoko postawionej rodziny Lombardi i tak Veroli został zabójcą na usługach mafii. Zadania w grze są bardzo zróżnicowane. Obejmują one między innymi: wymuszanie haraczy, napady, porwania oraz wiele innych.

 



Pora powiedzieć co nieco o samej rozgrywce. Głównie opiera się ona na tym samym schemacie, co tradycyjna strzelanina TPP. Czyli biegniemy przed siebie i zabijamy napotkanych wrogów. Niestety ten typ rozgrywki ciężko jest zaimplementować, tak aby można było z niego czerpać stuprocentową satysfakcję. Już po kilkunastu minutach gry odczujemy monotonię. Dzieje się tak dlatego, że nie ma tutaj niczego zaskakującego, oprócz jednego czynnika, mianowicie możliwości strzelania z dwóch broni jednocześnie. Ta zdolność przydaje się w dalszym etapie gry, gdy oponentów znacznie przybywa, a rozwałka na ekranie przy pomocy dwóch AK47 czy obrzynów przysparza nieco frajdy. W dodatku gdy nie powalimy do końca przeciwnika mamy możliwość wykończenia go specjalną eliminacją, którą poprzedzamy odpowiednim klawiszem. W gruncie rzeczy tryb strzelania nie jest zbyt wymagający, tak więc nawet na najwyższym poziomie trudności nie sprawia on najmniejszego problemu. Aby wspomóc eliminowanie kolejnych naprzykrzających się nieprzyjaciół, autorzy pokusili się o tryb osłon. Standard w takich grach, więc nie warto się nad tym rozpisywać. Poza tym wrogowie nie błyszczą inteligencją, więc z tej opcji nie będziemy korzystać zbyt często.




Grafika w tej grze woła o pomstę do nieba. Premiera Made Man’a przypadła na 2006 rok i jak na tamte czasy powinna wyglądać w miarę przyzwoicie. Niestety nic podobnego. Już nawet starszy o trzy lata Max Payne 2 w dużej mierze przewyższa ja graficznie. Niskiej rozdzielczości tekstury i sztywne animacje odpychają od tej produkcji. Szczególnie w przerywnikach filmowych można niemal policzyć piksele. Strona audio również nie jest najwyższych lotów, zwłaszcza odgłosy broni sprawiają wrażenie, że to ten sam sample, a jedynie dodany został nań jeden efekt.

Ukończenie gry nie powinno zając więcej niż 7 godzin. Niestety to trochę mało, szczególnie gdy do dyspozycji mamy 17 zaprojektowanych poziomów. Niemniej jednak jak na taką cenę ( 20 zł ), to nawet nie najgorszy wynik, oczywiście zależy z jakiej strony na to patrzymy.

Reasumując, Made Mad: Prawa Ręka Mafii, to niskobudżetowa gra akcji, nie wnosząca nic nowatorskiego do gatunku. Czy warto zainteresować się tym tytułem ? Czy może lepiej trzymać się od niego z daleka i kupić coś ciekawszego ? Wyboru dokonajcie sami.

 

 

PLUSY:

- W miarę interesująca fabuła

- Dobrze dobrana muzyka

MINUSY:

- Grafika

- Monotonna rozgrywka

- Słabe AI

- Nic odkrywczego

 

Nasza Ocena : 5,5/10

Symulator Tartaku 2012

wtorek, 27 marca 2012 00:04 Opublikowano w Recenzje

Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się jak to jest być drwalem i kierować pracą w tartaku przy pomocy ciężkich maszyn takich jak kombajny zrębowe czy ciągniki, teraz macie możliwość sprawdzić się w tej roli dzięki Symulatorowi Tartaku 2012

 

 

Do wyboru na samym początku gry mamy jedynie samouczek i jedno początkowe miasto – Wenecję. Każde z miast jest osobną misją, w których mamy do wykonania zadania takie jak dostarczenie całych ściętych drzew, pociętego drewna bądź trocin. Po wykonaniu wszystkich zadań w danym mieście, jak to zwykle bywa, odblokowujemy kolejne. Misje może i nie są zbyt wymagające, jednak aby ukończyć pierwsze miasto, potrzebowałem aż godziny czasu.

 

Modele pojazdów i budynków wyglądają (jak na grę tego pokroju) zadowalająco, zarówno jak i roślinność, którą przyjdzie nam ścinać. Drzewa wyglądają dość realistycznie, chociaż co bardziej wymagający gracze mogą być z grafiki nie w pełni zadowoleni, jednak nie oszukujmy się, nabywając symulator nie możemy być nastawieni na grę z cukierkową grafiką, gdzie każdy szczegół jest dopracowany. Bardzo fajnym akcentem w grze są zmienne warunki pogodowe, które wyglądają niestety dość przeciętnie i mało realistycznie.

 

 

Troszeczkę może teraz o maszynach dostępnych w grze. Do naszej dyspozycji oddano Dwie ciężarówki, jedną do przewozu drewna drugą do transportu trocin, ciągnik, pilarka oraz kombajn zrębowy, którymi przyjdzie nam ścinać drzewa oraz oczywiście dwa ciągniki do transportu świeżo ściętego drzewa oraz załadunku dopiero co pociętego drewna na ciężarówkę. Wszystkie maszyny prócz ciężarówki do przewozu trocin, ciągnika do załadunku świeżo pociętego drewna oraz kombajnu zrębowego są dostępne na samym początku rozgrywki. Oczywiście wszystkie pozostałe maszyny odblokujemy wraz z przechodzeniem kolejnych misji.

 

Twórcy w grze umieścili tryb wieloosobowej rozgrywki, co zapewne ucieszy wielu graczy, jednak nie jestem w stanie nic o tym trybie powiedzieć, gdyż w chwili mojej rozgrywki zwyczajnie nie było dostępnych żadnych serwerów… cóż szkoda.

 

 

Rozpoczynając rozgrywkę, szczerze mówiąc nie sądziłem, że ta gra aż tak mnie wciągnie, chociaż momentami irytujący był fakt, że drzewo ciągnięte czasami wysuwało się z chwytaka. Chociaż gra nie oferuje za wiele, to z pewnością potrafi wciągnąć na dłuższą chwilę, tak by po chwili grania zdać sobie sprawę, że minęły już dwie godziny odkąd rozpoczęliśmy rozgrywkę. Symulator Tartaku 2012 jest grą, która z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom symulatorów i umili niejedną chwilę.

 

 

PLUSY:

- odwzorowanie pracy drwala

- wbrew pozorom może wciągnąć


MINUSY:

- błędy i bugi

- brak mapy z oznaczonymi drzewami do wycinki

Nasza Ocena : 5/10

 

 

 

 

Symulator Ośrodka Narciarskiego 2012

niedziela, 25 marca 2012 23:12 Opublikowano w Recenzje

Symulator Ośrodka Narciarskiego 2012 to strategia ekonomiczna pozwalająca nam wcielić się w menagera naszego wymarzonego ośrodka wypoczynkowego dla naszych narciarzy i snowboardzistów. Naszą inwestycję rozpoczynamy z kwotą półtora miliona euro na koncie (brzmi nieźle!), jednak po zakupie pierwszego domu wczasowego, restauracji, stoku oraz wyciągu zostanie nam zaledwie dwieście tysięcy euro, czy damy radę "odbić się" i zacząć zarabiać grube miliony ? Musimy dać radę !

 

 

Wszystko zakupione, jednak czy aby na pewno ? Maszyny! Do dyspozycji na początku gry mamy dwie maszyny, ratrak oraz odśnieżarkę, które już od rozpoczęcia rozgrywki czekają na nas grzecznie w garażu ( a w zasadzie pod wiatą). W grze jest jedynie jeden typ odśnieżarki, jednak za to ratraków do wyboru mamy aż cztery modele.

 

O ile odśnieżarka nie jest nam aż tak bardzo przydatna, gdyż przydaje się tylko do jednego zadania, to ratrak już owszem. Przy jego pomocy będziemy wykonywać wiele misji, które dodadzą nam punktów reputacji czy serwisu, a im więcej punktów tym większy prestiż oraz większa ilość gości w naszym kurorcie. Nowe zadania pojawiają się co poniedziałek i od tego dnia mamy dokładnie tydzień na ich wykonanie, samodzielne, bądź poprzez zlecenie je pracownikowi co oczywiście kosztuje. Twórcy dali nam cztery typy zadań polegające na ubijaniu śniegu na stoku, odholowaniu zakopanej ciężarówki w okolicy naszego ośrodka, utorowania drogi zablokowanej przez drzewo, które nie wytrzymało zapewne ciężaru śniegu, oraz dostarczeniu sań z materiałami do jednej z naszych restauracji.

 

 

Możliwości rozbudowania naszego ośrodka są ogromne. Od małych domków i stoków narciarskich po ogromne skocznie dla skoczków narciarskich. Jednak jak dla mnie zabrakło tutaj możliwości planowania i wytyczania samemu tras stoków oraz rozstawienia naszych domów wypoczynkowych czy restauracji. Gra nie jest skomplikowana, chociaż sterowanie ratrakiem może zdenerwować mniej cierpliwych graczy.

 

Graficznie, produkcja wypada nieźle, można ją porównać z Agrar Simulator 2011, którą z resztą też stworzyło UIG Entertainment. Zapewne wielu graczy ucieszy fakt, iż twórcy zaimplementowali do gry cykl dnia i nocy, oraz zjawiska pogodowe, które ograniczają się jedynie do natężenia opadów śniegu. Modele pojazdów czy budynków nie porażają nas swą brzydotą, co przy produkcji typu symulator jest dość częstym zjawiskiem…

 

W grze nie mogło oczywiście zabraknąć trybu wieloosobowego, pozwalającego na wspólną rozgrywkę z przyjaciółmi, bądź z przypadkowymi graczami z sieci. Niestety z racji, że recenzja powstała przed premierą gry, nie byłem w stanie wypróbować trybu multiplayer, a szkoda.

 

 

Symulator Ośrodka Narciarskiego 2012 z pewnością jest grą dla osób lubiących strategie ekonomiczne, gdzie mają możliwość wcielenia się w menagera całego przedsięwzięcia. Gra nie jest za nadto skomplikowana, dlatego z pewnością każdy nawet początkujący gracz poradzi sobie z tą produkcją.

 

 

PLUSY:

- efekty pogodowe


MINUSY:

- co tydzień te same zadania…

- błędy i Bugi

- po dłuższej chwili nie ma co robić



Nasza Ocena : 5/10

 

 

Test Drive: Ferrari Racing Legends to najnowsza odsłona popularnej serii Atari. Mieliśmy przyjemność zagrać w wersje preview gry w siedzibie firmy IQ Publishing, a że jesteśmy fanami serii Test Drive, nie mogliśmy przegapić takiej okazji!

 

 

Gra przeniesie nas z rajskiej wyspy i jej ulic na słynne tory wyścigowe, do naszej dyspozycji zostanie oddane 36 torów w tym 34 realne oraz 2 wirtualne. Do wyboru mamy ponad 50 licencjonowanych aut spod znaku Ferrari.

Zacznijmy od omówienia trybu Kariery, który z pewnością przypadnie wam do gustu tak samo jak nam. Do wyboru mamy trzy etapy historii Ferrari: Golden obejmujący lata 1947-1973; Silver 74-90 oraz Modern 90-2009. Każdy tryb przenosi nas w dany okres historii Ferrari , pierwsze co rzuca się w oczy po zagraniu w każdy z trybów, to fakt iż wraz z upływem lat, tory ulegają modernizacji. Przykładowo: brytyjski tor Silverstone w trybie Gold jest dopiero co powstałym torem, na którym dopiero co wzniesiono kilka trybun, natomiast w trybie Golden widać już zmiany w zabudowie jak i otoczeniu wokół toru. Wszystkie tory są szczegółowo odwzorowane, co powinno ucieszyć znawców. Grzechem byłoby nie wspomnieć o nałożonych filtrach przy rozpoczynaniu jak i zakończeniu wyścigów z wcześniejszych epok. Tak, to zdecydowanie dobry pomysł umilający rozgrywkę, dający odczucie cofnięcia się w czasie.

 

 

Atari po raz kolejny postawiło na dopracowanie grafiki, czego efektem są pięknie wyglądające i bardzo dobrze odwzorowane modele aut. Model zniszczeń aut jest słabo rozbudowany (zapewne ferrari nie wyraziło zgody na ów system), natomiast w zamian za to otrzymujemy dobrze odwzorowane wnętrza pojazdów. Realizm rozgrywki również stoi na wysokim poziomie, czego dowodem jest dobre odwzorowanie fizyki jazdy, jak i zachowania auta na drodze. Efektem tych prac są trzy dobrze dostosowane poziomy trudności gry: Nowicjusz, Normalny oraz Pro dla najbardziej zaawansowanych graczy. Do naszej dyspozycji została oddana kierownica, przy pomocy której znacznie lepiej się grało, niż na standardowym padzie.

 

Ta produkcja to przede wszystkim możliwość spełnienia marzeń niejednego kierowcy, który od zawsze marzył by zasiąść za kierownicą Ferrari. Gra zapowiada się bardzo dobrze, mógłbym rzec, że będzie to głośny tytuł. Docelowe platformy, na których ukarze się gra to PC, Xbox360 oraz PS3. Premiera została zaplanowana na maj bieżącego roku, tak więc jest na co czekać.

Polscy gracze zapewne od wielu lat czekali na grę, w której mieliby możliwość toczyć walkę Polskimi oddziałami przeciwko Niemcom w czasach drugiej wojny światowej. Przyznam się szczerze, że sam takiej gry wyczekiwałem latami (od pojawienia się pierwszej części serii COD), w gruncie rzeczy w mojej głowie gra rysowała się jako FPS. Z pomocą graczom przyszło polskie studio DMD Enterprise, które zapowiedziało „Uprising 44”, którego ustalenie gatunku póki co jest ciężkie. Jak mówi Piotr Wasiak Specjalista marketingu projektu Uprising 44:

„W tej chwili coraz trudniej określić jednoznacznie gatunek. Strategia taktyczna - tak jak najbardziej i zdecydowanie Uprisingowi będzie bliżej do Jagged Alliance czy Commandos niż do Starcrafta. Gracz dowodził będzie oddziałem 4 powstańców”*


Zatem padło na RTS, w dodatku zbliżonego do słynnego Comandos’a i Jagged Alliance, zaś w grze przyjdzie nam poprowadzić 4 osobową grupkę powstańców. Zapowiada się ciekawie, jednak to dopiero początek dobrych wieści płynących prosto ze studia DMD Enterprise.

 

 

Jak już wcześniej wspomniałem, przyjdzie nam poprowadzić 4 osobowy oddział powstańców, śmierć dowódcy naszego oddziału, niestety zakończy naszą rozgrywkę, jednak pozostali członkowie naszej drużyny będą wymienni. Oczywiście tożsamości powstańców będą wymyślone przez samych twórców, jak tłumaczy nam Piotr Wasiak:

„Odwzorowywanie realnej postaci w grze niewiele by zmieniło w tym co chcemy pokazać, nie uczyniłoby gry bardziej autentyczną, a mogłoby zaszkodzić, gdyby ten człowiek na przykład zgłosił się do nas i powiedział, że źle go przedstawiliśmy w grze. Powstanie było relatywnie niedawno i to nadal temat, przy którym trzeba zachować pewną ostrożność.”


Świat jaki chcą przedstawić nam twórcy, będzie otwarty, co już jest wielkim plusem. Wielu z was zapyta „Czy zostanie odwzorowana cała Powstańcza Warszawa?”, otóż zostanie odbudowane centrum Stolicy, między innymi Ulica Bielańska.

Jak wszyscy pamiętamy (bądź nie ), powstańcy często przemieszczali się kanałami, by uniknąć niemieckich patroli. W grze oczywiście nie mogłoby zabraknąć kanałów, jednak zmierzam troszeczkę do czegoś innego, mianowicie chodzi mi o przesunięcie się kamery za plecy dowódcy naszego oddziału! - W tej chwili faktycznie zrozumiałem, jak trudne jest określenie gatunku Uprising 44 – W kanałach grafika będzie bardziej szczegółowa, a akcja będzie bardziej dynamiczna.


„Gra będzie przypominać w tej chwili trochę Republic Commando”*

 


Przejdźmy do odzwierciedlenia wydarzeń z tamtych czasów, chociaż twórcy nie przedstawią nam pełnej historii Powstania dzień po dniu, ani żadnego szlaku bojowego konkretnej grupy powstańczej, to z pewnością możemy liczyć na wiele misji opartych na faktach.

 

„Wiele faktów z Powstania będzie widocznych w grze. Obrona Banku Polskiego - będzie. Wiele misji dodatkowych jakie miały miejsce - jest oparte na faktach - nieznacznie zmodyfikowanych, ale jednak - na faktach. Nie zmieniamy historii. Nie będzie można wygrać Powstania jako takiego.”*


W tego typu grach, nieodłączną częścią jest Multiplayer, na pytanie o ów tryb rozgrywki otrzymałem odpowiedź wyprzedzającą moje kolejne pytania.

 

„Multiplayer - będzie. W trybie kooperacji. Nie będzie można wcielić się w Niemców (to byłoby trudne do pokazania. Bo jak to. Gra o powstaniu, w której możesz strzelać do Powstańców? Poza tym - chcemy pokazać trudy walki powstańczej - mało uzbrojenia i tak dalej. Co pokazalibyśmy gdyby gracz grał Nazistami - wyszkolonymi i nie mającymi problemu ze sprzętem? To byłaby zupełnie inna gra!”*

 

Gra została zapowiedziana na PC oraz Xbox’a 360, z tego względu sterowanie może znacznie się różnić od siebie na obu platformach, jednak twórcy uspokajają nas mówiąc:

 

„Na PC także będzie można grać padem. Projektujemy grę pod kontroler. Oczywiście myszką i klawiaturą też da się grać, ale cały czas w głowie mamy pada i na przykład grę Halo Wars, którą, choć jest RTSem na konsolę, daje się świetnie sterować padem.”*


W grze pojawią się pojedyncze kawałki znanych utworów z tamtych lat, jednak muzyka będzie miała za zadanie „stanowić dobre tło dla zdarzeń na ekranie”*

Jednak co z oznaczeniami PEGI ? Zapewne znajdzie się wielu fanów poniżej 18 roku życia, pragnących zagrać w Uprising 44. Jak mówi sam Piotr Wasiak:

 

Celujemy w PEGI 16. Czyli bez dziecinady, ale bez elementów "gore" czy seksu. Krew i przekleństwa – będą”*


 

Jak widać, twórcy postawili sobie za zadanie stworzenie produkcji, bardziej dorosłej niż standardowe RTS’y, jednak nie powinno nas to dziwić, gdyż Uprising 44 to tak naprawdę do końca nie określony „mix gatunkowy”.

Przyznam się szczerze, że z ciekawości postanowiłem zadać pytanie dotyczące wielkości ekipy jak i jej doświadczenia przy tworzeniu gier. Odpowiedź na to pytanie wywołała na mojej twarzy wielki uśmiech, oraz pewność, że twórcy ustawią wysoko poprzeczkę dla tego typu gier.

 

„W tej chwili nad produkcją pracuje około 15 osób i jesteśmy przygotowani na dołączenie kolejnych, jeśli zajdzie potrzeba. W ekipie wszyscy pracowali już przy grach. Na przykład przy teksturowaniu pracują ludzie którzy mają na koncie pracę przy Call of Juarez.”*


Gra została wstępnie zapowiedziana na 2 kwartał 2012 roku, zaś studio potwierdziło swoją obecność na tegorocznych targach GamesCom2011 (już z niecierpliwością czekam na pierwszy materiał wideo zapowiadający grę!). Tak więc nie pozostaje nam nic innego jak czekać na dalsze informacje związane z nadchodzącą produkcją studia DMD Enterprise, jaką jest Uprising 44

 

*Zacytowane słowa pochodzą z wypowiedzi udzielanych na pytania redakcji Games-Area.org przez Piotra Wasiaka Specjalisty marketingu projektu Uprising 44

Oficjalna strona gry - http://www.uprising44.com/

Oficjalny profil gry na FaceBook’u - http://www.facebook.com/uprising44

Agrar Simulator 2011

niedziela, 03 lipca 2011 00:27 Opublikowano w Recenzje
Agrar Simulator 2011 – zapowiadany jako profesjonalny symulator gospodarstwa rolnego, który daje nam możliwość wcielenia się w tradycyjnego rolnika i zarządcy z początku małego gospodarstwa rolnego.


Początki bywają trudne

Tak, początki w grach, szczególnie takich jak ta, bywają ciężkie. Przeważnie długo dochodzimy do stanu, w którym możemy sobie pozwolić na wszystko, a droga jaką musimy pokonać jest żmudna i ciężka. Grając w Agrar Simulator 2011 zostałem mile zaskoczony, gra nie jest skomplikowana, długo też nie zajmuje nam zgromadzenie odpowiedniej kwoty na zatrudnienie pracowników, zakup naszej pierwszej maszyny, która jest lepsza od tych dostępnych na samym początku gry. Dodatkowo, z czasem w sklepie pojawiają się coraz to nowsze i silniejsze maszyny (ciągniki i kombajny), czy o większej powierzchni obrabianego pola (np. maszyna do sadzenia nasion), bądź o większej pojemności (np. przyczepa).


Uprawa zboża czy hodowla zwierząt ?

Jak już opanowałem podstawy, które są banalnie proste, zacząłem się zastanawiać co bardziej się opłaci. Czy hodowla zwierząt, czy też uprawa zbóż, po wnikliwych obliczeniach padło na zboże, gdyż bez niego nie nakarmię zwierząt. Początkowo mamy do wyboru niewielką ilość zbóż, z czasem w sklepie pojawiają się coraz to nowsze zboża jak kukurydza czy jęczmień. Natomiast od samego początku gry, mamy pełną listę zwierząt jaką możemy hodować.
Po wybraniu jakie ze zbóż będzie zasiane na moim polu, zabrałem się za oranie, nawożenie, sianie itp. czynności mające na celu otrzymania upragnionych plonów. Niestety tutaj uwaga dla niecierpliwych graczy, te czynności wymagają czasu, jednak mamy możliwość zatrudnienia pracownika, który za nas wykona zlecone mu czynności. Gdy mamy wystarczającą ilość pieniędzy, możemy pozwolić sobie na wspólną pracę na jednym polu wraz z pracownikiem, wystarczy zakupić dodatkowo po jednej sztuce niezbędnych maszyn, bądź gdy nasz pracownik jest w połowie wykonywania np. orania pola, możemy sami zacząć nawozić pole. Jedyną wadą jest możliwość przydzielenia jednego pracownika na jedno pole, tak więc gdy przyjdzie czas na koszenie zbóż, sami będziemy musieli odbierać od naszych pracowników zebrane zboże.


Dzień, noc, słońce, deszcz.

Tytuł może za wiele nie zdradza, jednak można spokojnie odgadnąć, że chodzi tutaj o sekwencję dnia i nocy oraz o warunki pogodowe w grze. Trzeba przyznać, że sekwencja dnia i nocy to nie nowość w grach, oraz nie robi już żadnej ”furory”, jednak skupmy się bardziej na grafice oraz warunkach pogodowych jakie posiada gra. Trzeba przyznać iż grafika jest miła dla oka i chociaż czasami nie jest idealna, jednak nie zapominajmy, że nie skupiono się tutaj tylko na grafice, a na odwzorowaniu prosperowania gospodarstwa rolnego jak i zadaniach jakie ma do wykonania jego właściciel. Co do efektów pogodowych są na dobrym poziomie, nie kaleczą oprawy graficznej, a dodają jej realizmu. Gdy pada deszcz jest szaro i ponuro, gdy świeci słońce widzimy pełną żywych kolorów otaczającą nas naturę.

Multiplayer

W wielu grach tryb multiplyer jest bardzo dużą zaletą, Agrar Simulator 2011 posiada ów tryb, niestety ze względu braku jakichkolwiek serwerów i graczy chcących wspólnie obsiewać pola, nie miałem możliwości zagrania z nikim. Cóż, trudno się mówi…


Ścieżka dźwiękowa

Dźwięki maszyn oraz muzyka w grze są zaskakująco miłe dla ucha, osobiście spodziewałem się gorszych efektów dźwiękowych takich jak sygnał cofania czy dźwięku chodzącego silnika. O ile dźwięki maszyn są praktycznie identyczne w każdej maszynie to muzyka w grze mogła by być ciut bardziej zróżnicowana, jednak to nie przeszkadza w grze. Spokojna muzyka, mimo iż nie tak bardzo zróżnicowana umila rozgrywkę.


Czas na zbiory

Podsumowując, Agrar Simulator 2011 jest grą, która w pełni powinna zaspokoić każdego gracza, któremu marzy się prowadzenie własnego gospodarstwa rolnego, mamy do dyspozycji hodowlę zwierząt oraz pracę na polu. Natomiast bogaty asortyment narzędzi i maszyn do odblokowania umila nam rozgrywkę. Pod względem graficznym gra wypada bardzo dobrze, zarówno modele jak i tekstury są przyjazne dla naszego wzroku. Niestety wielu graczom gra po dłuższym czasie może się znudzić, gdyż nie posiada ona jakichkolwiek zadań do wykonania.





PLUSY:

- ładna grafika

- zmienne warunki pogodowe

- ilość dostępnych maszyn

 



MINUSY:

- po dłuższym czasie nudna

- błędy z ustawieniem maszyn w garażu



Nasza Ocena : 7,5/10

Race On

niedziela, 10 kwietnia 2011 20:28 Opublikowano w Recenzje

„Race On to oficjalna gra dwóch największych na świecie wyścigów samochodowych…” – tak zaczyna się opis na tylnej stronie pudełka z grą Race On. Twórcy obiecują ostrą rywalizację, oraz mówią „Ta gra skazana jest na sukces!”. Zatem zobaczmy czy faktycznie gra jest taka jak o niej mówią.




Wyścig czas zacząć !


Płyta w napędzie, gra zainstalowana więc przygodę z „Race On” czas zacząć. Po szybkim przeglądzie ustawień graficznych i ustawieniu detali na maksymalne rozpocząłem rozgrywkę od nowych mistrzostw, mamy do wyboru trzy różne typy mistrzostw(STCC 2008, WTCC 2007 oraz WTCC 2008). Ja postanowiłem wybrać STCC 2008, gdyż w nich jest największy wybór samochodów. Dobra, wybrałem auto, kierowcę i teraz zaczynamy praktycznie rozgrywkę.



Pierwsza jazda


Pierwsza jazda zapewne sprawi wam kłopot, model jazdy jest tutaj zupełnie inny niż w innych grach tego typu. Twórcy starali się stworzyć bardzo realistyczny model jazdy, co im nawet dobrze wyszło, jednak osobiście uważam, że auta za bardzo ślizgają się po każdej nawierzchni, oraz zbyt opornie skręcają. Żeby na dobre przyzwyczaić się do modelu jazdy, powinno wam wystarczyć 30 minut jazdy po torze. Po tym czasie jazda po torze wyda wam się zupełnie prostsza.



Tory, Auta i Otoczenie


Samochody w grze wyglądają zadowalająco, jak na rok, w którym gra została wydana, jednak nie można powiedzieć tego samego o otoczeniu oraz torach, na których przyjdzie nam się zmierzyć z przeciwnikami. Odbicia na samochodach wyglądają nieźle, czego nie można już powiedzieć o cieniach, których praktycznie nie ma. Kamera w Race On posiada sporo opcji, jedną z zalet jest możliwość ustawienia kamery w dogodnej dla nas odległości od samochodu. W tym miejscu trzeba wspomnieć o kamerze z perspektywy widzenia kierowcy. Sam kokpit na najwyższych ustawieniach graficznych wygląda zaskakująco dobrze w porównaniu do reszty modeli w grze, chociaż nie brakuje obrzydliwie wyglądającej siatki ochronnej. W ustawieniach mamy do dyspozycji opcję odpowiedzialna za przechylenie głowy podczas zakręty co sprawia, że prowadzenie pojazdu z perspektywy kierowcy staje się bardziej realistyczne, a przecież twórcom chodziło o jak największy realizm.



Ryk silnika i pisk opon


Dobre ustawienia samochodu to podstawa, zapewne wszyscy to wiedzą. Każdy kto kocha siedzieć godzinami nad wypracowaniem perfekcyjnych ustawień samochodu, przy tej grze spędzi bardzo długi czas. Początkowo jazda może wam wydawać się zbyt prosta, jednak gdy wyłączycie wszystkie wspomagania i ułatwienia, zrozumiecie że prowadzenie samochodu nie jest rzeczą prostą. Twórcy rzeczywiście przyłożyli się aby stworzyć dobry symulator, co więcej ich starania nie poszły na marne.

Efekty dźwiękowe to kolejna rzecz, którą możemy zaliczyć do plusów gry. Wszystkie odgłosy silników są rzeczywiście świetne i dość realistyczne, dodajmy do tego odgłosy kraks, dopingujące okrzyki kibiców i zaczynamy czuć klimat prawdziwych wyścigów. Tak więc duży plus dla SimBin za przyłożenie się do stworzenia takiego klimatu w grze.

 


And The Winner is…


Race On to praktycznie składanka dotychczasowych części, która zarazem jest ostatnią odsłoną całej serii. Jest to gra zdecydowanie dla osób szukających dobrej symulacji wyścigów, gdzie można poczuć klimat wyścigów na torze. Gra jest zarówno dla osób zaczynających przygodę z grami wyścigowymi jak i dla weteranów tego typu gier. Oczywiście grafika nie jest zbyt nowoczesna, jednak nie przeszkadza ona w graniu. Race On potrafi wciągnąć na długi czas, czego sam jestem przykładem, ale mogę wam zagwarantować, że będzie to miło spędzony czas.

 

PLUSY:

- zachowanie aut na torze

- efekty dźwiękowe

- wszystkie gry z serii w jednej części



MINUSY:

- dość przeciętna grafika

- nie wnosi nic nowego do serii



Nasza Ocena : 6.5/10

Drakensang: The River of Time

środa, 16 marca 2011 21:34 Opublikowano w Recenzje
Witaj ponownie w Aventurii!


Drakensang: The River of Time to prequel pierwszej części gry, w którym ponownie wracamy do Aventurii. Narratorem w grze jest Forgrimm, ci którzy grali w „jedynkę” zapewne znają tego krasnoluda. Jak zawsze początki są trudne, jednak zanim zaczniemy właściwą rozgrywkę, musimy stworzyć naszą postać. Leniwi gracze mogą wybrać sobie jeden z 22 różnych archetypów, jednak twórcy pomyśleli również o graczach bardziej wymagających, którzy chcą posiadać postać jedyną i nie powtarzalną, oraz którym nie straszne są dziesiątki współczynników tworzących bohatera. Dla tych właśnie graczy jest „Tryb Ekspercki”, tutaj możemy rozdać punkty wedle naszego uznania. Punkty możemy wydać na umiejętności, umiejętności bojowe, cechy, wartości bazowe i zaklęcia, możliwości jest bardzo wiele. Sam archetyp postaci nie jest sztywno ustaloną klasą postaci, a jedynie propozycją kierunku rozwoju bohatera. Gdy już przebrnęliśmy przez proces tworzenia postaci czas zacząć właściwą grę.


Przygodę czas zacząć !


Nasza przygoda zaczyna się na statku, który po krótkiej rozgrywce staje się naszym centrum dowodzenia. Na samym statku znajdziemy skrzynię, w której będziemy mogli przetrzymywać wszystkie swoje „gadżety”, możemy również zakupić stół ciesielski i umieścić go na łodzi. Fabuła kręci się wokół rzeki, po której to możemy podróżować pomiędzy danymi lokacjami (czego oczywiście nie było w pierwszej części).
Twórcy chyba pomyśleli o graczach, dla których uciążliwe jest bieganie tam i z powrotem po całej mapie, tylko by dokończyć jednego questa. Otóż w każdej lokacji możemy odnaleźć „punkty nawigacyjne”, które działają jak takie skróty w grze. Jest to bardzo pomocne, gdyż nasi kompani mają spore trudności nawet przy zeskoczeniu z niewielkiego pagórka, przez co trzeba obchodzić takie „przeszkody” dookoła.


Dobra drużyna to podstawa


Drakensang nie jest prostą grą, dlatego też w tej grze podstawą jest dobra drużyna, która powinna składać się z bardzo zróżnicowanych archetypów z wąską specjalizacją. Wprawdzie możemy podczas gry zmieniać poziom jej trudności, tak by ułatwić sobie życie podczas trudnych walk, jednak jest to raczej opcja dla graczy chcących szybciej przejść dany etap gry.
Niektóre umiejętności takie jak skradanie nie są uwzględniane jako suma punktów tej umiejętności wszystkich bohaterów, a brana jest pod uwagę najniższa wartość posiadana przez któregoś z naszych kompanów. Jak już jesteśmy przy umiejętnościach to wspomnę o stosunkach społecznych. Otóż podczas rozmowy mamy często do wyboru opcje targowania się, zastraszania, luźnej gadki czy też powoływania się na wiedzę tajemną. Tutaj nasza drużyna brana jest pod uwagę jako całość, a nie bohater którym zaczęliśmy dialog. Prowadząc rozmowy możemy robić użytek z dobrze rozwiniętych wyżej wymienionych umiejętności innych postaci. Jest to o tyle dobre iż, każda postać nie może być kreowana pod względem innej umiejętności. Przykładowo, jeden z bohaterów może się dobrze targować, natomiast drugi będzie posiadał dobrą gadkę.


Grafika i sprawy techniczne


Sam interfejs gry jest typowy dla gier RPG, praktycznie jest identyczny jak w pierwszej części. Można śmiało powiedzieć iż jest prosty i przejrzysty, przypomina mi bardzo interfejs z Baldur’s Gate. Co do grafiki to muszę przyznać, że jest ładna, chociaż czasami niektóre rzeczy mogą wydawać się zbyt płaskie i sztuczne. Efekty graficzne typu ogień czy poświata przy rzucaniu czaru wyszły bardzo dobrze, są ładne i nie wyglądają sztucznie, co jest oczywiście wielkim plusem.
Jak wszyscy wiemy nie ma rzeczy idealnych i wszędzie znajdziemy jakieś błędy i niedoróbki, w Drakensangu tą właśnie „niedoróbką” jest kamera. Niestety, nie ma możliwości uwolnienia kamery znad pleców bohatera, co jest niekiedy uciążliwe w ciasnych zaułkach i korytarzach. Co do ścieżki dźwiękowej, nie mam żadnych zastrzeżeń, jest miła dla ucha co gwarantuje nam miłą i spokojną rozgrywkę.


I tak oto Historia dobiega końca


Chociaż nie wprowadzono wielu zmian względem poprzedniego Drakensanga, to jednak mogło by być ich znacznie więcej gra nadal prezentuje się bardzo dobrze. Natomiast ładna grafika i efekty świetlne w połączeniu ze bardzo dobrym klimatem gry i ścieżką dźwiękową, tylko umilają rozgrywkę. Pomimo tego iż czasami kamera jest bardzo uciążliwa, gra jest godna polecenia fanom RPG, poszukującym gier, które zapewnią im dobrą zabawę na długi czas.


PLUSY

- Grafika i efekty świetlne

- Dobry klimat

 

MINUSY

- Kamera
- Mała ilość zmian względem poprzedniej części

Nasza Ocena 8,5/10

BRAID

niedziela, 05 grudnia 2010 18:14 Opublikowano w Recenzje

Zapewne wielu z was nieraz chciało cofnąć czas i postąpić inaczej czy spróbować pokonać w grze przeszkodę jeszcze raz lub na inny sposób. BRAID to właśnie o niej mowa, to gra platformowa, w której możemy manipulować czasem do woli i kiedy tylko nam przyjdzie ochota.

 

 

Ale o co chodzi ?

 

Głównym bohaterem gry jest Tim, którym to sterujemy i przechodzimy kolejne „światy”. Każdy świat składa się z poszczególnych poziomów na których są rozmieszczone puzzle. Aby zdobyć poszczególne puzzle, przeważnie musimy rozwiązać zagadkę jak do danego puzzla się dostać, a co za tym idzie ruszyć głową. Tak jest to gra logiczno-platformowa. Na końcu każdego ze światów znajduje się zamek z którego wychodzi miły dinozaur mówiący nam o tym iż Księżniczka jest w innym zamku (zalatuje mi tu grą Mario). Pomimo tego iż gra jest stworzona w dwóch wymiarach grafika jest miła dla oka.

 

 

Pomyśl a się uda!

Każdy świat jak już wcześniej wspominałem składa się z zagadki bądź kilku, które musimy rozwiązać by zdobyć puzzle, z których ostatecznie złożymy obrazek danego świata. Większość łamigłówek jest łatwa, jednak są i takie z którymi i ja miałem problem. Zagadki są dobrze dobrane, w prawdzie w żadnej z tego typu gier nie spotkałem się z takimi pomysłami jakie zostały zawarte w tej grze przez autorów. W każdym świecie poza umiejętnością cofania czasu mamy do dyspozycji inne „moce” dzięki którym zdobywamy upragnione elementy układanki. Z pewnością należy się tutaj wielki plus za same łamigłówki, dzięki którym gra zaciekawi i zadowoli zarówno dorosłych jak i młodych graczy.

 

 

 

Dwa wymiary to za mało ?

Okazuje się, że gra jest 2D, każdy pomyśli „no tak chcą wcisnąć jakiś bubel bez grafiki 3D i mega efektów w czasach gdy technologia jest tak zaawansowana”, tu wszystkich takich zapaleńców muszę zgasić… Dlaczego? Dlatego gdyż gra pomimo tego iż jest stworzona w całości w dwóch wymiarach praktycznie nie zniechęca od samego początku, a wręcz przeciwnie. Gra pod względem grafiki jest przyjemna dla oka, osobiście dla tego tytułu nie wyobrażam sobie innej technologii, oraz kolorystyki. Sama grafika tworzy klimat specyficzny, którego ciężko szukać w innych nowych produkcjach tego typu. Tutaj osobiście widzę kolejnego plusa za grafikę i klimat gry.

 

 

Whos the boss ?

Prawie w każdej grze są przeciwnicy jak i tak zwani „bosowie”. W BRAID mamy dwa rodzaje przeciwników oraz jeden rodzaj bossa. Ci pierwsi to króliczki zakopane w ziemi, udające kwiatki dzięki kwiatowi na ich plecach, natomiast ci drudzy to właśnie nie wiem zbytnio jak ich nazwać, gdyż nigdzie nie znalazłem jak się zwą, jednak przypominają chodzące głowy, lecz nazwijmy ich potworkami. Boss przypomina wściekłego psa w koronie z kłów i zbroi z peleryną, którego to pokonujemy poprzez zrzucenie mu na głowę pięć razy żyrandolu. Wspomnę jeszcze może nie tyle o przeciwnikach co o strzelających armatach przeciwnikami czy kulami ognia, oraz roślinami które „zjadają” wszystko co stanie na ich zielonej rurze podobnej do tej z gry Mario.

 

 

Chcemy więcej !

Gra z pewnością każdemu przypadnie do gustu, pobudza nasze szare komórki do myślenia, jednocześnie bawiąc, pomysły jakie zawarli autorzy w tej grze są trafione. Zagadki dobrze wymyślone i dobrane, grafika inna niż 2D tylko by okaleczyła grę, grając w tą produkcję ani razu nie ziewnąłem czy nie wyłączyłem jej bo zaczynała mnie nużyć, wyłączałem ją gdyż musiałem zrobić przerwę od gry. W prawdzie mogła by być trochę dłuższa jednak zawarta ilość światów jak i zagadek w zupełności mnie zadowala. Teraz pozostaje nam już jedynie czekać na kontynuację BRAID, trzymając kciuki iż będzie ona dłuższa jak i zagadki w grze pozostaną na tym samym poziomie.

 

 

PLUSY

- Grafika

- Klimat

- Różnorodność zagadek

- Pomysłowość Autorów

 

MINUSY

- Brak :)

Nasza Ocena 9,5/10

Battlefield: Bad Company 2

poniedziałek, 29 listopada 2010 20:46 Opublikowano w Recenzje

Twórcy zapewniają nas o niezapomnianych wrażeniach, jakie przyniesie nam już druga odsłona "Złej Kompanii", a ja jako zacięty gracz mam nadzieję iż poczuję się jak na prawdziwej wojnie oraz jak członek "złej kompanii". Tak wiec zapraszam do lektury.

Pierwsze wrażenia

Gra jest niezła to fakt, jednak jest kilka rzeczy które drażnią, osobiście widzę tu nie dopracowaną, a może nawet zrobioną na szybko otaczającą nas w grze naturę. Owszem wielkie drzewa wyglądają bardzo ładnie, czego nie można powiedzieć o krzewach i mniejszych drzewkach. Przechodząc misje w dżungli czułem jakiś taki niedosyt spowodowany źle wyglądającą roślinnością, natomiast w zimowych sceneriach natura wygląda zadowalająco. Jednak w wirze wojny wielu z nas nie patrzy na roślinność, a skupia się na zabiciu przeciwnika. Przejdźmy dalej i skupmy się na liniowości gry. Fakt gra jest liniowa, jednak przechodząc kolejne misje nie odczuwamy tego aż tak byśmy czuli się prowadzeni za rączkę od początku aż do końca. Modele broni, budynków, pojazdów czy postaci są dobrze wykonane to trzeba przyznać, twórcy naprawdę pod tym aspektem wykonali dobrą robotę. Tekstury pojazdów, broni, budynków, przedmiotów i postaci są dobrze zrobione i nie wyglądają sztucznie, tak więc jest to wielki plus. Przeciwnicy nie posiadają dobrej sztucznej inteligencji czasem zdarza im się popełniać widoczne błędy i głupstwa.

Własna droga do celu

I tutaj muszę przyznać kolejnego plusa Battlefield: Bad Company 2, ponieważ otoczenie które można doszczętnie zniszczyć włączając w tym całe budynki jest rzeczą, która jest super dodatkiem sprawiającym iż gra staje się jeszcze bardziej realistyczna. Własną drogę do celu możemy utorować sobie poprzez budynki za pomocą chociażby granatnika. Jednak pamiętajmy, też o trybie Multiplayer, w którym to mamy do dyspozycji wiele pojazdów wyposażonych w broń zdolną do niszczenia wszystkiego co stanie im na drodze, jednak o pojazdach wspomnę za chwilę. Dodam jeszcze tylko iż w trybie multi niszczenie osłon za którymi kryją się przeciwnicy jest bardzo pomocne, jednak nie zapominajmy, że to działa w obie strony.

Lądem, Wodą czy powietrzem, oto jest pytanie.

W grze jak wiemy występuje kilkanaście rodzajów pojazdów wodnych, lądowych, a tak że śmigłowców. Pojazdy odgrywają w trybie wieloosobowym znaczącą rolę, gdyż z ich pomocą możemy znacznie szybciej i łatwiej odeprzeć atak wroga czy przejąć wrogą bazę. W pojazdach znalazło się miejsce dla naszych kompanów, począwszy od miejsca dla strzelca skończywszy na miejscach dla pasażerów. Osobiście uważam iż granie bez pojazdów na polu bitwy w Battelfield: Bad Company 2 było by nudne, gdyż mapy są bardzo rozległe, a taktyczne rozegranie „mapy” jest kluczem do zwycięstwa. Modele pojazdów jak już wcześniej wspominałem są dobrze wykonane, a prowadzenie ich nie wydaje się pod żadnym pozorem sztuczne, wręcz przeciwnie, prowadząc czołg czułem się jak bym siedział za kierownicą prawdziwego czołgu i eliminował przeciwnika za przeciwnikiem.

Efekty wizualne i dźwięki to coś pięknego.

Fakt faktem trzeba przyznać iż dźwięk oraz efekty jakie zostały stworzone są na prawdę widowiskowe, jednak zacznijmy od dźwięku. Przechodząc misje w dżungli odgłosy ptaków spowodowały u mnie odczucie jak bym naprawdę był w samym środku owego lasu tropikalnego, pomijając oczywiście jak już wcześniej wspominałem marnie wyglądającą roślinność. Ważną rolę spełnia tutaj Dubbing, który jest chyba jak dotąd najlepszym z jakim spotkałem się w grach. Dialogi prowadzone czasem Humorystycznie umilają nam rozgrywkę. Twórcy posunęli się do tego stopnia iż w dialogach wyśmiewane jest konkurencyjne Modern Warfare 2. Dźwięk broni i pojazdów jest już tylko dopełnieniem doskonałych dialogów. Natomiast efekty wizualne jakie studio DICE stworzyło są wspaniałe. Wszystkie eksplozje, ogień, deszczy czy grzmoty piorunów w połączeniu z ich dźwiękami wyglądają bardzo realistycznie, tym samym tworzą one fundament gry.

Multiplayer jest taki jak chcieli gracze!

Multiplayer to rzecz, która jest najważniejsza w serii Battlefield. Od samego początku seria stawiała na rozgrywkę sieciową, dlatego też musiała ona być tym aspektem, który by przekonał gracza do zakupu. Tak też się stało i w moim przypadku, kupiłem grę dla multi, w którym są serwery dedykowane, a nie tak jak w przypadku Modern Warfare 2, na ich miejsce wstawiony IWnet, który jest uciążliwy. Bad Company 2 ma dobrze zrobiony tryb wieloosobowej rozgrywki. Widać jaką prace włożono w mapy, które są naprawdę duże i rozległe, a pojazdy są dopełnieniem. W grze wieloosobowej znajdziemy cztery tryby gry, przy czym wielu może pomyśleć, że jest to mała ilość, mogę was zapewnić iż jest to wystarczająca ilość. Dlaczego tak sądzę ? Sam z początku pomyślałem, że to bardzo mało, jednak porównywałem grę do Najnowszego Call of Duty co było błędem. W Modern Warfare 2 jest za dużo zbędnych trybów jakimi są przykładowo zdobycie flagi przeciwnika i zaniesienie jej do własnej bazy. W trakcie rozgrywki grając jedną z czterech specjalizacji odblokowujemy różne bronie i gadżety tylko dla danej specjalizacji. Jest to strzałem w dziesiątkę, a za razem wielkim urozmaiceniem. Do naszej dyspozycji oddanych zostaje wielka ilość broni do których możemy wybierać różne dodatki takie jak jeden z trzech rodzajów granatnika czy celowniki do snajperek.

Dobra robota panowie.

Tak studio DICE odwaliło kawał dobrej roboty, po mimo kilku niedociągnięć gra jest warta uwagi zważywszy na jej grywalność i doskonały multiplayer, który to jest rzeczą charakterystyczną owej serii, jednak tryb rozgrywki dla pojedynczego gracza wcale na tym nie traci, widać że twórcy włożyli wiele pracy w stworzenie czegoś co moim zdaniem pokonało Call of Duty: Modern Warfare 2. Na zakończenie dodam iż pomimo mojego przywiązania do serii Call of Duty, Battlefield: Bad Company 2 przypadło mi do gustu bardziej niż Modern Warfare 2, które zaczęło spadać w rankingu moich ulubionych serii gier. Z niecierpliwością czekam na kolejną część „złej kompani”, która powinna nas zaskoczyć jeszcze bardziej niż Bad Company 2.

 

 

PLUSY
- Dobra Kampania
- Dubbing
- Grafika
- Możliwość zrównania z ziemią całej okolicy
- Multiplayer

MINUSY

- Sztuczna inteligencja postaci
- Błędy i bugi
- Roślinność

Nasza Ocena 9,5/10